środa, 21 października 2020

Dziewczyna z Paryża-Jordyn Taylor

 Dziewczyna z Paryża autorstwa Jordyn Taylor to książka młodzieżowa z motywem wojny. Co jest ciekawe, bazuje ona na prawdziwych wydarzeniach. Faktycznie we Francji znaleziono mieszkanie nietknięte od II wojny światowej. Na samym dole zostawiam linki do artykułów na ten temat, jeśli ktoś chciałby się zagłębić, naprawdę warto zobaczyć zdjęcia!

Tytuł: Dziewczyna z Paryża
Autor: Jordyn Taylor

Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 312
Data wydania: 30.09.2020
Gatunek: literatura młodzieżowa

Alice razem z rodzicami spędza wakacje w Paryżu. Ale nie po to, by zwiedzać i odpoczywać. Babcia przepisała jej w spadku mieszkanie, które jak się okazało było nietknięte od czasów jej wyjazdu, podczas II wojny światowej. Podążając śladami zostawionymi w mieszkaniu, Alice stara się dowiedzieć więcej o babci, jej rodzinie, o której nigdy nie wspominała i czemu zostawiła wszystko za sobą, przenosząc do Ameryki.

W tym wszystkim pomaga jej Paul, francuski student. Ale im więcej dowiaduje się o rodzinie babci, tym bardziej uświadamia sobie, ile jest przemilczanych spraw w jej rodzinie. 

Książka jest podzielona na dwie linie czasowe. Pierwsza to współczesna perspektywa Alice, która próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o babci i jej rodzinie, a druga to perspektywa Adalyn z czasów wojny. 

Jest to literatura młodzieżowa, w dodatku wszystko dzieje się w Paryżu i rodzinie osób dosyć dobrze usytuowanych. Nie ma tutaj przedstawionych wiele drastycznych scen, dramatów wojennych w pełnej krasie, ale gwarantuję, że nie raz można się wzruszyć i uronić kilka łez. Z uwagi też na dwie perspektywy, z których jedna jest współczesnej nastolatki, Alice, która przeżywa swoje własne problemy, charakterystyczne dla naszych czasów. Mogło to momentami wytrącać z tego wątku wojennego i nadawać lżejszego klimatu. Nikogo chyba nie zdziwię, mówiąc, że zdecydowanie bardziej ciekawiły mnie te momenty z dziennika Adalyn i miałam nawet ochotę omijać te strony, w których narratorką była Alice.

I muszę przyznać, że jest to też trochę wina samej Alice. Ona w tej książce wypadła najsłabiej. Miała 16 lat i wydawała się naprawdę dojrzała jak na swój wiek, sama bez pomocy rodziców dążyła do poznania historii swojej rodziny i z wielką wyrozumiałością podchodziła do zachowania swojej mamy, bardzo ją wspierając. Ale paradoksalnie jej niektóre zachowania i przemyślenia były infantylne. Jakby była pod tym względem nierównomiernie wykreowana. Aż nie łączy mi się, że ta sama osoba, która tak dojrzale zachowywała się wobec rodziców, zastanawiała się, czy chłopak ją lubi, bo O BOŻE ZNAJĄ SIĘ TYDZIEŃ, A JEJ PRZYJACIÓŁKA MÓWIŁA, ŻE JEŚLI DO TRZECIEGO SPOTKANIA NIC SIĘ NIE WYDARZY, TO RELACJA JEST SKREŚLONA. I właśnie ta sytuacja z chłopakiem zraziła mnie do niej najbardziej i pozostał niesmak do końca książki. Nie przypadł mi ten wątek romantyczny do gustu.

Do Adalyn nie mam się do czego przyczepić, bo była naprawdę bystrą, odpowiedzialną dziewczyną. Starała się nie okazywać emocji, mimo że czuła ogromną frustrację i ból. Potrafiła nad tym wszystkim zapanować i dzięki temu była tak cenna dla ruchu oporu. Przyznam szczerze, że nawet mnie frustrowało, gdy przez to tak bardzo psuły jej się relacje z ukochaną, młodszą siostrą. Ale Adalyn miała cel i nie chciała narażać rodziny na niebezpieczeństwo. 

Ona, tak samo, jak Alice miała swój wątek romantyczny. Najprawdopodobniej to kwestia okoliczności, ale był bardziej delikatny i chwytający za serce. 

czwartek, 15 października 2020

Ostatnio przeczytane: Melodia mgieł dziennych i Wszystkie znaki na niebie i ziemii

 Melodia mgieł dziennych

Marta Bijan to finalistka czwartej edycji programu "X Factor". Wydała już swój tomik poezji, ale to jest jej pierwsza powieść fabularna. 

Tytuł: Melodia mgieł dziennych
Autor: Marta Bijam                                                                                                                          Wydawnictwo: Mova                                                                                                                            Liczba stron: 176                                                                                                                                     Data wydania: 14.10.2020

Gatunek: literatura piękna

Błękitnowłosa Melodia jest jak tropikalny cyklon. Jednocześnie zachwyca i zwiastuje katastrofę. Niebanalny wizerunek i niezwykle poetyckie utwory wynoszą ją na szczyty popularności. Staje się muzyczną ikoną. Pod scenicznym makijażem skrywa jednak pustkę i skłonność do uzależnień. 

Es trzymała w szufladzie to, co dla niej najważniejsze: słowa i dźwięki. Ale tej szuflady już nie ma. Teraz jest menadżerką Melodii. Stopniowe stawanie się niewidzialną sprawia, że zaczyna wracać do bolesnych wspomnień z czasów, kiedy jeszcze była sobą, a marzenia dawały jej nadzieję. 

,,Zawsze wybieram morze, bo nie potrafię pływać. (...) Patrzę na niebo zlewające się z turkusem wody i mogę poczuć ten przyjemny szmer w okolicach łopatek. Nie mogłabym odpoczywać bez tego szmeru. Widzę morze i widzę siebie wchodzącą do morza, najpierw po kostki, później po kolana, po szyję i już. Lubię to widzieć. Lubię mieć możliwość."

Słyszałam już kilka opinii na temat tej książki i zauważyłam, że jedni są zachwyceni, a inni zupełnie nie rozumieją, w czym rzecz. I ja chyba przyjmę postawę gdzieś pośrodku, bo doceniam jak pięknie i poetycko, z jaką wrażliwością jest napisana. Niektóre fragmenty zmusiły do chwili zatrzymania i przemyślenia. Była cudownie melancholijna i smutna. Pokazała sławę i życie gwiazd z innej strony, nie tej, która jest przedstawiana światu i którą oglądamy w telewizji, tylko tą pełną kłamstw, uzależnień, pozorów. Ale oprócz Melodii, która w pewnym sensie reprezentowała ten świat, była spokojna Es, jedynie menadżerka ukryta w cieniu. Kochała muzykę, była myślicielką i twórczynią wszystkich tekstów Melodii. Miała wrażliwą duszę i kiedyś wielkie marzenia, które utraciła. Była przepełniona pustką i Marta Bijan to oddała.

,,-Może-mówi i uważam, że brzmi to mądrze. Lepiej powiedzieć ,,może" niż ,,nie wiem". Mówienie ,,nie wiem" świadczy o niewiedzy."

Ale czuję też, że autorka z tym aż przedobrzyła. Jakby każde nawet najprostsze zdanie o wykonywanej czynności chciała ubrać w piękne, wzruszające metafory. No i chaos również trochę odjął. Na początku się przez to męczyłam. Fragmenty były jakby powyrywane z kontekstu, a ja nie potrafiłam do końca połapać się, o co chodzi.

Melodia mgieł dziennych jest książką naprawdę krótką. Nie zdarza mi się takich czytać i często, nawet jeśli książka ma mniej niż 300 stron, czuję niedosyt i odnoszę wrażenie, że powinna być dłuższa. Tu nie miałam takiego wrażenia, bardziej, że te 170 stron to aż nadto. Gdyby było ich więcej, z pewnością bym się męczyła.

,,W moim życiu najpiękniejsze jest to, czego nie ma."

Jest to książka niewątpliwie pięknie napisana, opakowana w mnóstwo metafor i przemyśleń. I dla osób publicznych, które zasmakowały takiego świata, może być naprawdę ważną lekturą i dla Marty Bijan pewnie też taka jest. Ja doceniam, polecam samemu przeczytać, ale nie jest to nic mojego, co bym czuła. A Marcie Bijan naprawdę gratuluję, bo jej głos nieraz mnie zachwycał i miło widzieć, że rozwija się też w innym kierunku.

,,-Przeszłość-powtarzała często moja mama-jest jak pryszcz wyskakujący przed studniówką. Możesz go maskować i wyglądać pięknie, ale i tak najlepszy chłopak z balu z tobą nie zatańczy.                                                                                            -Dlaczego?-spytałam za pierwszym razem.                                                                           -Bo mu na to nie pozwolisz."


Wszystkie znaki nie niebie i ziemi

Jenn Bennett zachwyciła mnie już w swoim poprzednich dwóch książkach: Światło księżyca i Z głową w gwiazdach. I po raz kolejny nie zawiodła.

Tytuł: Wszystkie znaki na niebie i ziemi
Autor: Jenn Bennett
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 421
Data wydania: 30.09.2020
Gatunek: literatura młodzieżowa

Josie jest obiecującą fotografką, po latach spędzonych na podróży z matką wraca do swojego rodzinnego, małego miasteczka. Jej babcia i ciotka wyjechały i razem z matką i kuzynką pod ich nieobecność mają zajmować się księgarnią. Wie, że jest to tylko przystanek, bo gdy tylko wróci babcia, znowu się zaczną kłótnie, które były powodem ich wyjazdu. Ale ona ma plan. Chce pojechać do swojego taty, znanego fotografa na staż w Nowym Yorku. Nie ma z nim dobrych kontaktów, widują się raz na rok, ale jest świadoma, że to dla niej wielka okazja rozwoju.

Plany krzyżuje jej Lucky, przyjaciel z dzieciństwa. Bardzo się zmienił, teraz ma opinię buntownika i outsidera. I daje jej jasno do zrozumienia, że nie wybaczył wyjazdu i nie chce mieć z nią do czynienia. Ale gdy na beznadziejnej imprezie na basenie Josie pakuje się w poważne kłopoty, Lucky nie wiadomo czemu bierze winę na siebie. 

Dziewczyna jest zaintrygowana, czemu nadstawił za nią karku i jak to się stało, że tak bardzo się zmienił. Szybko odkrywa, że Lucky wcale nie odbiega tak bardzo od jej starego przyjaciela i nadal coś ich do siebie ciągnie.

,,- Może byłam w stosunku do Ciebie nadopiekuńcza. To dlatego, że nie chciałam dopuścić, żebyś popełniła te same błędy co ja. Chcę ci po prostu oszczędzić cierpienia.''

Szczerze mogę powiedzieć, że książki Jenn Bennett są jednymi z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. Podczas nich nie mam wrażenia, że to wszystko to odgrzewany kotlet, tylko czuję powiew świeżości, który jest czymś bardzo istotnym.

Jestem wielką fanką jej wykreowania świata. Czy to nocne Seattle w "Świetle księżyca", głusza i las w "Z głową w gwiazdach", czy małe, nadmorskie miasteczko w "Wszystkich znakach na niebie i ziemi"-we wszystkich jestem zauroczona. Są tak malowniczo wykreowane, że nieważne jak dużo mija czasu od przeczytania książki, ja ciągle, gdy zamykam oczy mam je przed sobą. Odwiedziłabym najchętniej wszystkie te miejsca. 

I podoba mi się, że one nie są tylko takim pustym tłem, tylko realnie dodają coś do lektury i gdyby zamienić małe, Beauty nie byłoby tej całej magii. Ono właśnie nadaje tej leniwej, nieśpiesznej, wakacyjnej atmosfery. Nie czuje się  pędu, każdy z każdym się zna, co uruchamia lawinę plotek, która jest istotnym tematem książki. Jest to naprawdę urokliwe miasteczko.

,,Ale jak się kiedyś wyraziła pewna mądra kobieta: gdyby nie było trudno, każdy pajac mógłby osiągnąć wszystko, co sobie zamierzy."

Bohaterowie też są cudowni, chociaż nie są moimi ulubieńcami z wszystkich trzech części. Mają swoje pasje, charaktery i historie. Czasami jak to nastolatkowie robią głupoty, ale uczą się i wyciągają z tego wnioski. Josie pasjonuje się fotografią, specjalizuje się głównie w zdjęciach znaków. Nie ma przyjaciół, w szkole trzyma się raczej na uboczu. Jest dojrzała, przez większość życia z mamą jeździły tylko z miejsca na miejsce. Marzy o prawdziwym domie z pełną rodziną i wspólnymi obiadami. Lucky wcale nie jest takim złym buntownikiem, za jakiego wszyscy go uważają. Jest zagubionym chłopakiem z poczuciem winy. Jest bardzo pracowity i pomocny. A ich relacja jest naprawdę urocza. Są żarty, czasami droczą się ze sobą, ale umieją, a raczej uczą się poważnie rozmawiać.

Cała historia jest niesamowicie przyjemna i urokliwa. Mimo ponad 400 stron czyta się szybko i wcale nie męczy.

..Lucky cos przede mną ukrywał. Przecież on okłamywał nawet własną rodzinę, byle nie wyjawić, że wziął winę na siebie, żeby mnie ochronić."

Podsumowując: Jeśli ktoś lubi takie młodzieżowe historie, to najlepiej wszystkie trzy książki powinny być pozycjami obowiązkowymi. Na relaks, odstresowanie. a nawet na przełamanie zastoju czytelniczego jest świetna. Ja z czystym sercem bardzo polecam.



czwartek, 8 października 2020

Reguły dla dziewczyn-Candace Bushnell, Katie Cotungo


Tytuł: Reguły dla dziewczyn
Autor: Candace Bushnell, Katie Cotungo
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 318
Data wydania: 16.09.2020
Gatunek: literatura młodzieżowa

Marin jest wzorową uczennicą, a jej celem jest, dostanie się na Uniwersytet Browna. Chce być dziennikarką i dlatego stawia już swoje pierwsze kroki w tym kierunku w szkolnej, której opiekunem jest młody, charyzmatyczny i lubiany nauczyciel angielskiego, pan Beckett, przez wszystkich nazywany po prostu "Bex". Zawsze chętnie rozmawia i żartuje ze swoimi uczniami, a Marin nie jest wyjątkiem. Dużo czasu też spędzają razem przy gazetce i dyskusjach o książkach.

Kiedy jednak Bex posuwa się za daleko, dziewczyna nie wie co zrobić. Czy to jej wina i ona go sprowokowała? Gdy decyduje się powiedzieć o tym dyrektorowi, przez brak dowodów lekceważy sprawę i Marin nadal codziennie musi stawać oko w oko z Bexem. 

Zaczyna też zauważać coraz więcej seksizmu wokół siebie i pisze na ten temat artykuł, który wywołuje niemały szum i niemiłe komentarze wśród uczniów. Mimo tych wszystkich wydarzeń Marin nadal chce walczyć i zakłada feministyczny klub książki. Nie spodziewała się, że tyle osób postanowi do niego dołączyć, a niektóre osoby są szczególnym zaskoczeniem. Choćby szkolny casanova i stereotypowy sportowiec Gray.

"Jedną z zalet Hemingwaya, a miał ich wiele, o czym przekonacie się jutro, jest to, że nie był fanem wielkich słów."

Nie ukrywam, że miałam duże oczekiwania co do tej książki. Chciałam czegoś na miarę fenomenalnych "Dziewczyn Znikąd", a dostałam młodzieżowe love story z feministycznym wydźwiękiem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ta książka udaje, że jest czymś więcej, niż w rzeczywistości jest. 

 Feminizm, seksizm to temat rzeka i o tym można mówić i mówić, podawać różne argumenty, rozpatrywać z wielu stron. A tutaj jest naprawdę zbyt płytko i pobieżnie przedstawiony. A szczególnie wątek z nauczycielem, który jest tu kluczowy, a bardzo słaby. Taki motyw nie zdarza się często, więc uważam, że tym bardziej oczekuje się czegoś lepszego. I może to też kwestia tego, że nie wszystkie wątki są domknięte.

Martin jest bohaterką, do której mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony podobało mi się, że zaczęła sobie uświadamiać seksizm, który spotykała na każdym kroku i starała się coś zrobić, nie siedziała z założonymi rękami. Ale z drugiej nie mogę powiedzieć, że ją polubiłam, bo była sztucznie wykreowana. Jakby była bardzo zdystansowana, idealna i odległa od człowieka, z którym mogłabym się w jakiś sposób utożsamiać.

''-Skarbie, zdajesz sobie sprawę, ilu uczniów podkochuje się w swoich nauczycielach? Wiesz, w ilu ja bujałam się jako nastolatka?                                          -To nie to samo-upieram się.-Gdybym nie...                                                                            -To nauczyciel wyznacza granice-mówi stanowczo tata-Bo to on jest dorosły."

Potrafiła być też naprawdę irytująca. Szczególnie na początku. Jakby autorki pogubiły się z jej postrzeganiem feminizmu. Potrafiła zachowywać się irracjonalnie i nagle z osoby, która sama wyśmiewała się z innych, staje się wyczulona na najmniejsze objawy seksizmu i zrywa przez to z chłopakiem. Zmiany w bohaterach są fajne, ale gdy nie są aż takie gwałtowne. No i sprawa z tym jej artykułem była trochę śmieszna. Rzuciła w nim kilkoma hasłami, przykładami narzuconych przez społeczeństwo reguł dla kobiet i wszyscy traktują to, jak objawienie i coś niesamowitego. I nagle każdy o tym wie i czyta szkolne gazetki. Nawet kwalifikator z Brown. 

Ale aż dziwne, podobał mi się moment pod koniec, gdzie przestała udawać idealną nastolatkę, te problemy się nawarstwiły i po prostu pękła. Była wtedy najbardziej ludzka i potrafiłam się w nią wczuć i jej współczuć. Może jej zachowanie było pochopne, lekkomyślne i podyktowane emocjami, ale właśnie mi się to podobało. Przestała sobie radzić i porobiła głupstwa, motając się, nie wiedząc co zrobić. To był chyba najbardziej autentyczny moment w tej książce, bo przez większość czasu po prostu nie czułam jej postaci.

Wątek romantyczny jest okropny. Nie czuć chemii między bohaterami. W dodatku liczyłam na inne przedstawienie Graya, a był to mimo wszystko typowy sportowiec, bez szczególnego charakteru. Nie był tak dużym wyłamaniem z ram sportowca, na jakie liczyłam. 

Podsumowując: No cóż, niestety nie jest to najlepsza książka. Nie polecam ani nie odradzam. Wyobrażam sobie, że jest jakieś wąskie grono osób, którym faktycznie mogłaby się spodobać ta książka, ale jeśli macie doświadczenie w takich historiach, to raczej nie znajdziecie w niej nic nowego, co was zachwyci.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Harper Collins


wtorek, 29 września 2020

Bezludna wyspa-M.A.Bennett

Do tej książki podeszłam absolutnie bez żadnych oczekiwań ani wyobrażeń o tym, co jest w środku. A mimo wszystko mnie zaskoczyła. 

M.A.Bennett jest również autorką a STAGS, która znajduje się na moim jesiennym TBR'rze. Napisałam tam, że jeśli Bezludna wyspa mi się a, to sięgnę i po nią. I może podobała się to nieodpowiednie słowo, ale zdała test i zaintrygowała na tyle, że po STAGS też będę chciała sięgnąć.

Autor: M.A.Bennett


Wydawnictwo: Media rodzina                                                  Liczba stron: 440
Data wydania: 16.09.2020
Gatunek: literatura młodzieżowa

Lincoln chodzi do elitarnej szkoły Osney, gdzie wyznacznikiem miejsca hierarchii jest wynik w biegu dookoła boiska. Link od zawsze, zamiast uprawiać sport wolał się uczyć, dlatego jest najsłabszy i trafia do dwunastek. Szybko zaczyna być gnębiony i wyśmiewany. Uczniowie wymyślają mu coraz to podlejsze żarty, a Link nie może już tego znieść.

Dlatego zawiera z rodzicami ultimatum. Pojedzie na szkolną wycieczkę integracyjną, a jeśli nadal będzie chciał, będzie mógł opuścić Osney. Spędzenie kilku dni ze szkolnymi prześladowcami wydaje się piekłem, ale nagroda jest kusząca, dlatego Link się zgadza i ma nadzieję, że jakoś to przetrwa. Jednak ta wycieczka będzie wymagać szczególnego rodzaju wytrzymałości. Co się stanie, jeśli na bezludnej wyspie wyląduje grupa nastolatków, którzy nie żywią do siebie szczególnej sympatii? Kiedy dokuczy im upał, głód i pragnienie, wszyscy pokażą swoją prawdziwą twarz.

,,-Łudziłeś się, że mnie przejrzałeś. Tymczasem w ogóle mnie nie znasz. Zaszufladkowałeś mnie, sugerując się jedynie wyglądem: różowymi włosami, kolczykiem, tatuażem. Myślałeś, że mnie znasz, ale to nieprawda. Byłeś w błędzie, a teraz błądzisz jeszcze bardziej. Nikt inny na wyspie, nie pogubił się tak, jak ty."

Bezludna wyspa to książka tak specyficzna i wielopłaszczyznowa, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Ale pierwsze co od samego początku rzuciło mi się w oczy, to że akcja jest chronologiczna. Jeśli mamy do czynienia z przedstawieniem teraźniejszości i przeszłości, to zwykle autorzy decydują się na przeplatanie obu tych perspektyw, żeby nie znużyć czytelnika. Ale M.A.Bennett nie zrobiła nic z tych rzeczy. Do 105 stronie poznajemy Lincolna, pokazane zostają coraz to okrutniejsze sposoby na dręczenie go. A uwierzcie mi, w tej kwestii kreatywność i podłość prześladowców nie znała granic. Ale nie zmieniało to faktu, że czułam trudność, w przebrnięciu przez to. Dopiero po 100 stronie zaczęła się akcja na Bezludnej wyspie. 

Gdzie zlękniony, nienadający się do niczego, zastraszany Lincoln zmienił się nie do poznania. Gdzie z dwunastki awansował na jedynkę. Gdzie miał władzę, bo jako jedyny miał wiedzę.

,,John Donne twierdził, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą.                                                              John Donne musiał być bystrym draniem."

Jest tutaj o wiele więcej niż tylko chęć przetrwania i survival. Najistotniejszy jest portret psychologiczny bohaterów, głównie Linka. Zlęknionego chłopaka, który nagle dostaje ogromną władzę nad swoimi szkolnymi prześladowcami i się mści. W tym miejscu to on jest królem, jak sam uważa, może rozkazać, zrobić "swojemu ludowi" cokolwiek. Nadużywa władzy, ciągle chce udowodnić, że nie jest już najsłabszym ogniwem. Chce, żeby teraz każdy podporządkował się mu. W pewnym momencie jego cały charakter opiera się na tym, że knuje jak zostać przywódcą i jednocześnie zmieść z tego miejsca swojego prześladowcę.

Jest sześciu bohaterów, każdy reprezentuje archetyp jakiejś społeczności. Jest typowy mięśniak, jego przyjaciel, nerd czy emo. 

Link jest paskudną postacią. Od biernej ofiary prześladowania, która przez 3 lata w milczeniu znosiła wszystkie poniżenia, nosiła torby, biegała do sklepu, gdy tylko ktoś mu kazał-zmienił się w człowieka, który zachłysnął się władzą i knuł jak tylko udowodnić swoją wyższość przy każdej okazji. Ale nie zmienia to faktu, że jest ciekawie przedstawione, jak role się odwróciły i jak władza wpływa na człowieka. I bardzo spodobał mi się poniższy cytat na ten temat.

,,-Chodziło mi przede wszystkim o to, że ofiary przemocy psychicznej niekoniecznie muszą być dobrymi ludźmi, tylko dlatego, że są prześladowane."

Ale bardzo polubiłam Florę. Jest moją ulubienicą w tej książce, bo reszta postaci albo jest okropną osobą, albo nie jest rozwinięta na tyle, żeby coś do nich poczuć. Flora za to fajnie przedstawia to, jak nie powinno się szufladkować ludzi. Jest naprawdę inteligentna i uparta. Nie bała się powiedzieć Lincolnowi, co o nim sądzi. Była idealnym przykładem postaci, którą bez problemu można polubić.

Było tu mnóstwo odniesień do kultury, piosenek, książek, filmów. I masa ciekawostek.

Zakończeniu mówię jedno wielkie "nie". Rozumiem, że autorka chciała zaskoczyć, zdezorientować czytelników, ale było to tak abstrakcyjne. Tak samo, jak epilog. Naprawdę dała ponieść wodzę fantazji. To zupełnie nie moje klimaty, bardzo nie lubię takich zakończeń, było dla mnie zbyt absurdalne. A w dodatku czułam się zirytowana zachowaniem Lincolna, oczekiwałam więcej emocji, bo sama aż się gotowałam. No i ten brak jakichś konsekwencji, zmian, skutków pobytu na bezludnej wyspie. To mimo wszystko jest takie przeżycie, każdy pokazywał swoje inne oblicze i na pewno doświadczył jakichś wewnętrznych zmian, że taki powrót do rzeczywistości, jaki przedstawiła autorka, wydaje się aż nie na miejscu.

Podsumowując: Myślę, że warto przeczytać, przekonać się na własnej skórze. Ja szczerze mówiąc, nie umiem ocenić jej w skali od 1 do 10.  Jest bardzo intrygująca, a do typowej młodzieżówki jej naprawdę daleko.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Media Rodzina